Wielkocalowe gongi produkują przytłaczające, wielotonowe brzmienie, nad którym trudno zapanować i które często wywołują efekt odwrotny od zamierzonego - stres zamiast relaksu. Mniejsze gongi delikatnie wprowadzają swoją obecność i nie atakują uczestników sesji swoją masywnością - i dźwięku i wyglądu.
Prawdziwa magia dźwięku to nasze struny głosowe i o tym uczymy na warsztatach i spotkaniach. Gongi, misy, dzwonki - to dodatkowe wsparcie dla rozregulowanego systemu. Nie są sednem samym w sobie, nie stosujemy kultu mis i gongów jak bożków. To są narzędzia ułatwiające relaksację. Po prostu.
Nie przydajemy im duchowej wartości. Duchowość jest w ludzkim sercu, w etycznym postępowaniu i czystym sumieniu. Duże gongi są niepraktyczne i zużywają sporo materiału do produkcji. Choć ich brzmienie jest wyjątkowe - to właśnie ta obezwładniająca tonacja stanowi dla nas problem.
Gong nie powinien być przedmiotem kultu czy zachwytu - tak jak nowe porsche, który służy zaspokajaniu egoizmu; to ma być samochód dostawczy i ma dostarczać stonowane wibracje, które zapraszają łagodnie nasze mięśnie, narządy, nerwy do odpoczynku i relaksacji.
Głównym jednak instrumentem w sesjach relaksacyjnych przy użyciu dźwięku jest nasz własny głos i oddech. Mruczenie, intonowanie wprowadza ciało w stan wibracji i rezonansu dużo bardziej sprawnie niż jakikolwiek zewnętrzny instrument. Wszelkie zewnętrzne instrumenty są tylko dodatkiem - bardzo pomocnym - gdy na początku nie jesteśmy w stanie sami oswoić się ze stanem głębokiego relaksu.
Pomagają w tym i to skutecznie i są na ten temat liczne badania naukowe, nawet w języku polskim. (Uniwersytet Jagielloński).
Wielkość gongu ma znaczenia, choć znaczenie ma przede wszystkim praktyka i umiejętność wydobywania odpowiednich dźwięków z instrumentu, przeplatanych momentami ciszy. Mniejsze gongi są także bardziej poręczne - można wziąć je w rękę i prowadzić po sali, dając możliwość każdemu z uczestników doznania przepływu wibracji fal dźwiękowych przez ciało. Nie ma w tym żadnej mistyki, tylko prosta fizyka. Fale rezonują z płynną strukturą naszego ciała i dają sygnał układowi nerwowemu do odprężenia, poluzowania, spoczynku, poczucia spokoju. Nie ma takiej możliwości z dużym gongiem.
Duże gongi (np. typu Tam-Tam) generują potężne, niskie tony w przedziale od 30 Hz do 140 Hz. Te drgania są tak długie, że osoba odbiera je nie tylko uchem, ale całym ciałem. Fale o tak niskich częstotliwościach i jednoczesne powstawanie setek nakładających się tonów (alikwotów) tworzy „ścianę dźwięku”, w której ludzki mózg nie jest w stanie wyodrębnić pojedynczych nut. Niskie pasma dźwięku i drgania mogą być przytłaczające dla wielu uczestników, szczególnie w małych, niedosotosowanych akustycznie salach.
Duże gongi potrafią zdominować przestrzeń, a ich potężna fala dźwiękowa może wywołać uczucie uderzenia zamiast oczekiwanego relaksu. Większa powierzchnia metalu porusza ogromne masy powietrza. To fizyczna siła, która dosłownie wali w ciało, co układ nerwowy może zinterpretować jako zagrożenie (reakcja „walcz lub uciekaj”).
Bardzo szybko wchodzą w tzw. „rozbicie” (crash). Zamiast czystego tonu tworzą głośny, szumiący chaos akustyczny, który staje się chaotycznym hałasem. Gruby metal powoduje, że dźwięk narasta i kotłuje się w przestrzeni, nie dając układowi nerwowemu czasu na „oddech” pomiędzy kolejnymi uderzeniami.
Gongi średnie, około 28 cali / ok. 70 cm dają dźwięk wyższy, jaśniejszy i bardziej skupiony w paśmie od 400 do 900 Hz. Fale te wywołują stan gamma w mózgu, rezonując w całym ciele. Wyższe tony działają rozjaśniająco i podnosząco na duchu. Doskonale sprawdzają się w terapii indywidualnej i relaksacji.
Generują wyższe, bardziej klarowne tony podstawowe. Są one łatwiejsze do przyswojenia przez ludzki mózg i szybciej wprowadzają w stan alfa lub theta (głęboki relaks). Fala dźwiękowa delikatnie rezonuje z tkankami ciała (zwłaszcza z wodą w organizmie), nie powodując fizycznego dyskomfortu ani przebodźcowania. Jest też lepsza kontrola nad dynamiką i głośnością instrumentu, co pozwala na subtelne dawkowanie bodźców, a o to chodzi w starannie zaaranżowanej sesji relaksacyjnej.
Wielkość instrumentu nie definiuje więc jakości terapii. Mniejsze gongi tworzą intymną, bezpieczną przestrzeń, podczas gdy gigantyczne gongi koncertowe wymagają ogromnych sal akustycznych i specyficznego przeznaczenia. W innym wypadku mogą powodować chwilowy rozstrój nerwowy - efekt inny od oczekiwanego.
Do tworzenia niskich tonów, które wprowadzają w stan głębokiej relaksacji lepiej stosować nagrania niskich częstotliwości jako tło do sesji - i tak właśnie robimy. Bezpieczeństwo i higiena pracy oraz osobista odpowiedzialność za komfort uczestników sesji są dla nas priorytetem Dlatego duże gongi nie mają zastosowania w prawdziwych, bezpiecznych sesjach relaksacyjnych.
Byliśmy uczestnikami kilku sesji z udziałem dużych gongów i każdorazowo wprawiały nas w niepokój. Inni uczestnicy odczuwali to samo, ale bali się przyznać prowadzącemu. My po prostu wyszliśmy.
Dźwięk dużego gongu może być szkodliwy, szczególnie w rękach niedoświadczonego prowadzącego. W klasycznej sesji relaksacyjnej chodzi o redukcję bodźców zmysłowych, ukojenie, a nie o ich zwielokrotnienie. Gdy dźwięków jest za dużo, mózg zamiast odpoczywać, wykonuje gigantyczną pracę, próbując je przefiltrować, co prowadzi do przebodźcowania (hiperstymulacji) czyli efektu odwrotnego od relaksacji.
Zamiast wyciszenia, potężna ściana chaotycznych dźwięków (tzw. „rozbicie gongu”) zmusza mózg do ciągłej analizy. Efektem jest zmęczenie, rozdrażnienie, napięcie, ból głowy.
Duży gong wpadający w wiele nakładających się na siebie tonacji może aktywować stres a nie go redukować. Może prowadzić to do traumy akustycznej. Zbyt głośny lub gwałtowny dźwięk uruchamia w ciele pierwotny lęk. Układ współczulny wyrzuca kortyzol i adrenalinę. Ciało zamiast się rozluźniać, napina mięśnie w odruchu obronnym. Prowadzi to do dysonansu emocjonalnego.
Kiedy idziesz na sesję z intencją relaksu, a spotyka cię hałas, pojawia się wewnętrzny konflikt. Zamiast harmonii (rezonansu) zaczynasz odczuwać niepokój i inne nieprzyjemne odczucia, nawet złość lub potrzebę ucieczki z sali. Nie jest prawdą, że sesja relaksacyjna może wywołać negatywne emocje, po to aby je ‘przerobić’. Jedynym celem sesji relaksacyjnej z instrumentami jest uspokojenie a nie rozdrażnienie. To nie jest gabinet psychoterapeutyczny.
Duże gongi potrafią generować dźwięk o natężeniu przekraczającym \(100\text{ dB}\). W zamkniętych, małych salach bez odpowiedniej akustyki to prosta droga do chwilowego otępienia słuchu lub uciążliwych szumów usznych (tinnitus). Brak wiedzy, umiejętności i doświadczenia osoby prowadzącej może sprawić, że nie będzie to sesja relaksacyjna a jedynie hałaśliwy koncert. Gra na dużym gongu wymaga ogromnego wyczucia. Wielu terapeutów gra zbyt mocno i zbyt szybko, doprowadzając instrument do agresywnego, metalicznego ryczenia.
Wielki gong potrzebuje dużej sali koncertowej, aby jego fale mogły się roznieść. W małych salkach czy pokojach dźwięk odbija się od ścian, tworząc jazgot i dudnienie co wprowadza ciało w stan dysharmonii. Dobrze poprowadzona kąpiel w dźwięku powinna przypominać powolne fale oceanu – dawać czas na ciszę i wybrzmienie, prowadząc do integracji bodźców, a nie do ich chaotycznego natłoku.