Historia mis kryształowych (kwarcowych, krzemowych) oraz himalajskich (metalowych, z mosiądzu - stopu cyny i miedzi, zwanych niesłusznie tybetańskimi) to dwa zupełnie inne światy. Różni je wiek powstania, tradycja, przeznaczenie, proces produkcji i rodzaj i użyteczność dźwięku.
Historia mis metalowych sięga tysięcy lat wstecz i jest głęboko zakorzeniona w tradycji rzemieślniczej środkowej Azji. Pierwsze ślady metalowych naczyń o właściwościach rezonujących odnajdujemy w Mezopotamii (dzisiejszy Irak) ponad 5000 lat temu. Była to kolebka metalurgii. Rzemieślnicy opanowali tam technikę wytapiania miedzi i brązu. Naczynia te wędrowały Jedwabnym Szlakiem na wschód, docierając w rejon Himalajów. Nepal to prawdziwa ojczyzna „mis himalajskich. Nazwa „misy tybetańskie” to w dużej mierze chwyt marketingowy z lat 60. i 70. XX wieku, wymyślony przez zachodnich turystów i hipisów odwiedzających Indie i Nepal.
W Nepalu naczynia te nazywano dabaka lub bata. Przez wieki służyły lokalnym społecznościom (np. grupie etnicznej Newarów) do jedzenia, przechowywania żywności oraz jako naczynia jałmużne dla mnichów.
Rezonans i wibracje mis metalowych sprawiły, że z czasem zaczęły być używane w praktykach przedbuddyjskiej tradycji Bön, a później w klasztorach buddyjskich do medytacji i rytuałów, innych tradycjach duchowych i wyciszających umysł. Misy i kościelne dzwony i dzwonki mają to samo źródło i długowiekową tradycję. Były tez jednymi z pierwszych instrumentow służących głebokiej relaksacji i do masażu dźwiękiem.
Misy kryształowe to dziecko ery komputerowej i technologii – powstały w wyniku dążenia do idealnej, sterylnej czystości materiału. Metalowe misy himalajskie to owoc wielopokoleniowego rzemiosła, niedoskonałości ludzkich rąk i tradycji, w której każde uderzenie młota nadawało naczyniu unikalną, "żyjącą" duszę akustyczną.
Prawdziwą magię dźwięku tworzy proces wielogodzinnego, ręcznego kucia metalu przez kilku rzemieślników jednocześnie. To mikroskopijne nierówności od uderzeń młotka sprawiają, że dźwięk misy metalowej faluje, generuje bogate tony harmoniczne i jest nie do podrobienia przez maszyny.
W Europie największym dostawcą mis kryształowych jest firma Meinl Sonic Energy. Choć cała korporacja Roland Meinl Musikinstrumente GmbH ma swoją główną siedzibę, fabrykę talerzy perkusyjnych oraz centrum logistyczne w bawarskiej miejscowości Gutenstetten w Niemczech, proces powstawania mis kryształowych z ich oferty jest zlecany firmom w Chinach. Produkcja mis wymaga potężnych, specjalistycznych pieców hutniczych rozgrzewających się do 2000–3000 °C, które masowo wytwarzają tygle kwarcowe dla branży technologicznej.
Doświadczenia wielu osób uczestniczących w dźwiękoterapi misami kryształowymi są bardzo zróżnicowane. Misy kryształowe i misy mosiężne (nepalskie, himalajskie) to dwa zupełnie różne światy akustyczne. Diametralnie inaczej wpływają na nasz układ nerwowy.
Misy kryształowe generują dźwięk o bardzo wysokiej intensywności i jednostajności, który dla wrażliwego ucha bywa ostry, przeszywający a nawet natarczywy.
Misy z mosiądzu (tradycyjnie kute ze stopu metali kolorowych) działają w sposób znacznie bardziej organiczny i harmonijny. Mają bogactwo ciepłych tonów. Mosiężna misa nie wydaje jednego, klinicznie czystego i wysokiego tonu jak kryształ. Generuje cały zestaw współbrzmiących, niższych, „ciepłych” tonów. Ten wielogłos jest dla ludzkiego mózgu naturalny i kojący – przypomina dźwięki natury.
Dźwięk misy metalowej ma łagodny początek dźwięku i powoli, aksamitnie wygasa. Nie ma w nim sterylnej, przeszywającej ostrości szkła kwarcowego. Mosiądz drga na niższych częstotliwościach, które fizycznie łatwiej rezonują z ciałem. To właśnie te misy stawia się bezpośrednio na ciele pacjenta podczas masażu dźwiękiem, ponieważ ich drgania są odczuwane jako głęboki, bezpieczny i rozluźniający mikromasaż tkanek.
Kryształowe misy mają ciekawe acz świdrujące brzmienie i potrafią być bardzo głośne. Wibracja odczuwana jest przede wszystkim w głowie a nie w całym ciele. Łatwo o przebodźcowanie a nawet ból uszu. Misy mosiężne rzadko wywołują dyskomfort, a na pewno nie w rękach doświadczonego użytkownika. Nie atakują układu nerwowego wysokimi tonacjami maszynowo czystymi.
Do takich dźwięków nasze ucho nie jest przyzwyczajone. Jedynie właściciel mis kryształowych jest w stanie wprowadzić się w stan uniesienia - bo zna swój instrument i jego dźwięk - a sam okrężny ruch jest uspokajający. Nie można powiedziec, że uczetnicy sesji będa odczuwać to samo. Raczej dyskomfort. Jest to kolejna pułapka New Age powodująca, że ludzie idą za nowinkami nie zastanawiając się nad efektem. Ktoś mi powie, ze to dobrze robi, to będe wierzyć, wbrew temu co mówi i odczuwa ciało.
Misy kryształowe mogą byc wykorzystywane jako element zwyczajnych koncertów z egzotycznymi, dziwnymi instrumentami, w tle, a nie jako instrument służący do relaksacji - bo nie mają takiego działania fizjologicznego - co zresztą wielokroć obserwowaliśmy w czasie różnych sesji. Ludzie, przez swoją uprzejmość, nie będą negatywnie komentować takiego przeżycia, ale powoduje to zniechęcenie do brania udziału w takich sesjach bo nie mają realnego efektu.
Misy metalowe nie tylko wydają bardziej soczyste, zróżnicowane i kojące dźwięki, ale także fizyczne, odczuwalne wibracje, które masują tkanki ciała od środka. Takiego zastosowania nie mają misy kryształowe. Nie wpadają w wibracje, nie drgają, wydaja tylko dźwięk. Mogą chwilowo wprowadzic przyjemną atmosferę, ale zbyt długa gra na nich jest dla wielu uczestników po prostu męcząca.
Misy kryształowe sprzedawane pod marką Meinl Sonic Energy są produkowane na zlecenie tej niemieckiej firmy w Chinach. Wynika to bezpośrednio ze specyfiki technologicznej. Meinl, jako gigantyczny producent i dystrybutor, projektuje swoje linie instrumentów w Niemczech, ale produkcję poszczególnych serii zleca wyspecjalizowanym manufakturom na całym świecie. Misy kryształowe trafiają do oferty z azjatyckich hut kwarcu. Fizyczny proces topienia piasku kwarcowego odbywa się poza Europą, a zasady etyki i ekologii pozostawiają dużo do życzenia. Wiecej o tym w innym tekście.
Kupując misę kryształową od Meinl Sonic Energy, płaci się za niemiecki nadzór jakościowy, powtarzalność brzmienia, ale sam produkt fizycznie narodził się w azjatyckiej hucie szkła i kwarcu.